sobota, 7 stycznia 2017

Kronplatz, czyli perfekcyjne stoki Południowego Tyrolu

Kogut – symbol Kronplatz/Plan de Corones
Decyzja o spędzeniu kolejnego Sylwestra na nartach była podjęta dosyć spontanicznie i bez ogromnego entuzjazmu ze strony co niektórych uczestników wyjazdu…bo to tłumy na stokach, bo kolejki do wyciągów, śniegu nie ma, a na dodatek to najdroższy okres w którym można się wybrać do zimowego kurortu. Szczęśliwie jednak zdecydowaliśmy się jechać. Wybór po szybkim researchu padł na włoskie Plan de Corones, leżące tuż za granicą z Austrią – stąd znacznie częściej używana jest niemiecka nazwa tego ośrodka – Kronplatz. Tamtejsi mieszkańcy zapewniali o perfekcyjnym przygotowaniu stoków do zjazdów, mimo że ostatni opad zanotowali tam w marcu 2016… Dodatkowo przez pośrednictwo naszego ulubionego biura podróży, udało nam się zarezerwować świetny apartament w rezydencji usytuowanej tuż przy przystanku skibusa… wszystko się zgrało, zatem ruszyliśmy!

I. Dojazd do Kronplatz

Bardzo lubię jeździć do Austrii lub północnych Włoch. Nie tylko w stu procentach odpowiada mi tamtejsza tyrolska atmosfera, wszechobecne uporządkowanie i dbałość o każdy szczegół – dojazd jest po prostu bardzo komfortowy i zajmuje około 10 godzin. Podobnie jak przy naszym ostatnim, kwietniowym wyjeździe do Solden, tak i tutaj mogliśmy wyspać się po świątecznym maratonie i 27 grudnia przed godziną 7 rano ruszyliśmy w kierunku Świecka. Dobrze znana nam trasa przez Berlin, Lipsk, Norymbergę, Ingolstadt, aż do Monachium, dalej Austria z Innsbruckiem i przełęczą Brennen aż do Włoch zajęła nam z przystankami 10,5 godziny. Standardowo najdroższe opłaty ponieśliśmy w Polsce;) Poniżej dokładne koszty przejazdu. W dwie strony, ze wszystkimi tankowaniami i opłatami zapłaciliśmy 1390 zł (przy kursie EUR = 4,45 zł).

II. Zakwaterowanie – Residence*** Appartement's Veider

W okolicach godziny 18 dojechaliśmy pod adres docelowy w miejscowości Niederrasen (wł. Rasun di Sotto). Przy wejściu, na domofonie do apartamentu nr 3 widniało nasze nazwisko – właścicielki nie było, ale pokój był po prostu otwarty, z kluczami w drzwiach;). Zatem zaczęliśmy się wypakowywać, nie było na co czekać! Po chwili pojawił się nasz Host w osobie przemiłej Laury Veider – pokazała nam apartament, wskazała najbliższą piekarnie, sklep i przystanek skibusa, wręczyła cały pakiet informacyjny o regionie Sudtirol, pożyczyła dobrego wieczoru i pobiegła dalej. Apartament był spory (na cztery osoby mieliśmy do dyspozycji około 45 mkw), bardzo czysty, z solidnym wyposażeniem (tv, ręczniki, ściereczki, komplet naczyń, garnków, suszarek do sałat itp.). Na stałe dostępne jest darmowe wi-fi. Na duży plus zaliczamy wymianę ręczników w połowie pobytu. Z drobnych, ale jednak minusów – brak zmywarki i brak suszarki do włosów.
(fot. veider.it)
Co do okolicy: przystanek skibusa jest dosłownie 50 metrów od Apartametów Veider, najbliższy bar o przyjemnej nazwie Prossecco – ok. 150 m, wspaniała pizzeria Willy – 200 m, piekarnia i mniejszy spożywczy – 200 m, a większy SPAR – 500 m. Jednym słowem niczego nam nie brakowało. Zatem jeżeli jedziecie do regionu Kronplatz/Planes de Corones i szukacie optymalnego noclegu, polecamy Apartamenty Veider. Za 6 nocy w szczycie sezonu (Sylwester) zapłaciliśmy (za cztery osoby) 910 EUR + sprzątanie 45 EUR + taxa klimatyczna (obowiązkowa) za cztery osoby 42 EUR. Z pełnym przekonaniem rekomendujemy, więcej informacji tutaj: www.veider.it  


III. Zjazdy w Kronplatz 

Tuż po przyjeździe i zjedzeniu kolacji zabraliśmy się za najprzyjemniejszą część pozostałego nam dnia – planowanie pierwszych zjazdów. Analizując mapkę jesteśmy spokojni – 120 km nartostrad (dokładnie 118,9 km), z czego 52 km niebieskich, 42 kilometry czerwonych i 25 kilometrów czarnych. W sumie 47 tras, z których pomimo posuchy śnieżnej nieczynna była… jedna. Wyciągi chodziły w komplecie (32 szt.) – byliśmy pod wrażeniem.

Rano 28 grudnia rozpoczynaliśmy dni zjazdowe. Pobudka punkt 7 rano, pożywne śniadanie i o 8:28 już byliśmy w skibusie. Dojazd nim zajmował około 12-15 minut, a lądowaliśmy tuż przy dolnej stacji wyciągu Olang, który wywoził nas na sam szczyt masywu Kronplatz (2 275 m n.p.m.) w centralny punkt góry, gdzie miało swój początek wiele tras. Jednak przed wejściem na wyciągi czekał nas zakup skipassów. Kolejny sezon i ceny znowu w górę. Jednak patrząc na ogrom pracy i kosztów, które pochłania sztuczne naśnieżanie wiemy, że pieniądze nie idą tu na marne. Za sześciodniowy skipass w sezonie High zapłaciliśmy od osoby 266 EUR, czyli 15 EUR więcej niż w sezonie 2015 (sezon high:  25.12.2016 - 07.01.2017 oraz 05.02.2017 - 18.03.2017). Pełna tabela kosztów skipassów dostępna na oficjalnej stronie tutaj.
Pierwszy wjazd "Olangiem" (chyba najdłużej jadąca gondola, siedzieliśmy w niej ponad 20 minut) i byliśmy wreszcie gotowi do rozpoczęcia narciarskiej części wyjazdu. Pogoda na cały tydzień zapowiadała się jednostajnie – pełne słońce każdego dnia i temperatury nie spadające poniżej -9. Pierwszy dzień był dosyć wietrzny i pod koniec dnia wywiało nieco sztucznej pokrywy z tras. Jednak Tyrolczycy znani ze swojej pracowitości każdego dnia przygotowywali trasy bez zarzutu. Wizja jazdy w słońcu po świeżym ratraku sprawiała, że codziennie byliśmy przed 9 na górze, w pełni gotowi do szusowania. Wyjątkiem był 1 stycznia, kiedy to po sylwestrowej nocy zanotowaliśmy półgodzinne opóźnienie…;)

O samych trasach i atrakcjach na nich – a jest o czym pisać – w kolejnym wpisie o Kronplatz!:) Do usłyszenia!

Marta

_____________________________________________________________________________

Na zakończenie...

...jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz pomóc SkiHoliday rosnąć poprzez udostępnienie go znajomym na FB, czy G+ :-)

skiholidayblog.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza