piątek, 23 października 2015

Odzież SKI – tylko markowa czy przejdzie ta z dyskontu?

(fot. Dolce&Gabbana 2012 ski collection)
Znane sieci dyskontów spożywczych (przynajmniej z założenia spożywczych) zalewają nas ostatnio falami "tygodni narciarskich", w których za bardzo przystępną cenę możemy kupić odzież do uprawiania sportów zimowych. Koszty są zazwyczaj kilka razy niższe od markowych ubrań specjalistycznych firm... do tego stopnia niższe, że aż żal nie skusić się na tę super-ofertę! A może akurat będziemy zadowoleni? Czy koniecznie musimy płacić krocie za markową odzież przeznaczoną na stok? Czy naprawdę płacimy za jakość najwyższej klasy materiałów? Poniżej krótka rozpiska jakie różnice możemy dostrzec w ubiorze z dyskontu, i na jakie właściwości koniecznie musimy zwracać uwagę decydując się na ich zakup.  Zaczynamy od spodu, zgodnie z zasadą trzech warstw BBK, czyli Bielizna-Bluza-Kurtka.

1. Bielizna, czyli warstwa przy ciele
Najgorsze co może nas spotkać podczas intensywnych zjazdów, to dyskomfort poruszania się w wilgotnej od wysiłku bieliźnie... w ekstremalnych sytuacjach zwykła bawełniana podkoszulka przylegająca do ciała, pod wpływem tarcia i wilgoci, oprócz tego że nas wychładza, może poranić naszą klatkę piersiową. Stąd zdecydowanie powinniśmy zainwestować w dobrą bieliznę termoaktywną. Szczególnie w górną część - korpus jest znacznie bardziej wrażliwy na niskie temperatury czy wahania naszej aktywności fizycznej.  Więc tutaj nie oszczędzajmy. W bieliźnie markowej i tej z sieciowego sklepu poliester poliestrowi nie równy. Widać różnice w dotyku, rozciągliwości, w wykańczaniu szwów (które mogą uwierać przy niestarannym wszyciu), w odprowadzaniu wilgoci (te z sieciówek schną dłużej), w trwałości i żywotności. W Lidlu komplet termoaktywnej bielizny dostaniemy za 50 PLN, górna część bielizny markowej to koszt minimum 100 PLN (za samą górę). Różnica jest, ale dla oszczędnych proponujemy rozwiązanie - inwestycja w koszulkę + spodnie termoaktywne z niższej półki.
(fot. pinterest, Bogner Women Ski)
2. Bluza, czyli warstwa numer dwa
Bieliznę mamy już na sobie - teraz musimy określić poziom temperatury na zewnątrz, poziom planowanego wysiłku i nasze predyspozycje do marznięcia. Te wszystkie czynniki weźmy pod uwagę przy planowaniu drugiej warstwy. Przy cieplejszym dniu będzie to zwykła cienka bluza, przy mroźnych dniach z burzami śnieżnymi, bardzo ciepły, termoaktywny polar. Ale nie wielki polar-miś, na który ledwo nałożymy rękawy naszej kurtki... ciepła bluza nie musi być fizycznie gruba. Obecne technologie pozwalają na użycie zaawansowanych materiałów izolacyjnych (ale w pełni oddychających), które nie krępując nam ruchów, zapewnią komfort i ciepło podczas zjazdów. Cenowo - tutaj możemy poszaleć...cienka bluza termiczna np. firmy ODLO to wydatek ok 300-500 PLN, ale miękki splot i jakość wykończenia są widoczne. Taka bluza na pewno nie będzie nieprzyjemnie zawijać się pod kurtką... a bluzy w dyskontach? Możemy je dostać nawet za 39 PLN - jakościowo czuć różnicę, ale w niewymagających warunkach, przy niskiej aktywności fizycznej też dadzą radę. Mamy również i takie bluzy na największe mrozy w Zermacie, które są czasami częścią "ubierania na cebulę" jako wierzchnia warstwa :).
(fot. pinterest, Bogner Women Ski)
3. Kurtka i Spodnie, czyli pierwsza linia frontu.
Najważniejsza część ubioru. Na nic zdadzą się nasze wydatki "bieliźniane", jeżeli na końcu założymy kurtkę, w której będzie nam po prostu zimno lub spodnie, które po pierwszym upadku będą mokre. Parametry określające właściwości odzieży wierzchniej to wodoodporność i oddychalność. Co to znaczy, że nasza kurtka ma parametry 20 000/20 000? Pierwsza liczba tyczy się wodooporności mierzonej w mm słupa wody. W warunkach inkubacyjnych nasza kurtka będzie odporna na słup wody wysoki na 10 tysiecy mm. Druga liczba to oddychalność. I nie jest to proste "przepuszczanie powietrza". Oddychalność w odzieży SKI to zdolność do uwalniania pary wodnej na zewnątrz naszej kurtki (jest wyrażona w gramach na metr kwadratowy, na dobę). Czyli 1 m^2 naszej kurtki o parametrze oddychalności 20 K odprowadzi z naszego ciała w ciągu doby 20 tysięcy gram niechcianej pary wodnej. Im wyższe parametry, tym lepiej "pracować" będzie nasza odzież. Za jakością i wysokimi parametrami idzie jednak wysoka cena. Do rekreacyjnej, amatorskiej jazdy, z temperaturami nie przekraczającymi -10 stopni, wystarczyć nam powinna kurtka o wartości 5 tysięcy obu właściwości (oczywiście patrzeć należy na indywidualne skłonności do "parowania"). Wtedy możemy ją kupić również w sklepie sieciowym.

Podsumowując - jeżeli mamy możliwość, warto zainwestować w dobrą narciarską odzież. Tutaj naprawdę za wyższą ceną idzie lepsza jakość (producenci inwestują w innowacyjne linie produkcyjne, zatrudniają sztaby inżynierów pracujących nad najnowocześniejszymi rozwiązaniami).  Absolutne minimum to porządna góra od bielizny i dobre parametry w kurtce i spodniach narciarskich (szczególnie snowboardziści często siedzący na stoku powinni zainwestować w dobre spodnie). Pozostaje też kwestia niezbędnych akcesoriów - gogle, które nie parują, ciepłe rękawice, dobry oddychający "komin" na szyję, maska chroniąca przed wiatrem - tutaj w zależności od naszej wrażliwości możemy zainwestować lub przyoszczędzić... 
(fot. bungalowgraphics.com)
Oczywiście kwestia ubioru jest również istotną kwestią wizerunkowo-towarzyską, ale to już materiał na inny wpis...:)

P.S. W październiku i listopadzie możemy trafić na świetne oferty przecenionych ciuchów narciarskich w znanych sieciach sportowych. My na pewno niebawem odwiedzimy nasze ulubione sklepy i outlety narciarskich producentów (również w temacie sprzętu z zeszłego sezonu)!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza