niedziela, 29 marca 2015

Val di Sole po raz trzeci – zakwaterowanie

Dzisiaj ostatnia już odsłona naszej podróży po włoskim Val di Sole. Było o samym kurorcie i jego najlepszych, naszym zdaniem, trasach (TUTAJ), było o kulinariach i wspaniałych górskich trattoriach, pizzeriach czy ristorante (TUTAJ), najwyższy czas przejść do mniej lub bardziej polecanych przez nas hoteli/rezydencji, w których spędzimy nasz urlop. Warto mieć pewność, że możemy liczyć na szybki dostęp do stoku, czystość, przestronność, dobre jedzenie i relaks.

Na początek parę słów o specyfice zakwaterowania we włoskich kurortach – w przeciwieństwie do francuskich alpejskich wiosek, pełnych wysokich apartamentowców (franc. residences) uszytych na miarę pod rzeszę turystów, we Włoszech znajdziemy zdecydowanie więcej przytulnych pensjonatów, wynajmowanych pokojów w prywatnych willach, czy wybudowanych we włoskim stylu, maksymalnie czteropiętrowych hoteli. Niektóre z nich pamiętają czasy głębokich lat dziewięćdziesiątych, niektóre są świeżo oddane do użytku, bardzo nowoczesne, sygnowane pięcioma gwiazdkami i zewnętrznymi termalnymi basenami. Dla każdego (porftela) coś miłego!
Ale coś za coś – Włosi dużo rzadziej niż Francuzi budowali i budują hotele na stokach. To, co tak lubimy we Francji, czyli możliwość ski-in/ski-out, we Włoszech jest często plusem droższych hoteli, które za lokalizację dodają sobie gwiazdkę lub dwie (co przekłada się na rachunek za pobyt, oczywiście). Nie można jednak narzekać na dojazdy do narciarskich stoków – sieć skibusów jest gęsta i bardzo sprawna... jednak to nie to samo co wjechanie do hotelu na nartach... Sam obszar Val di Sole, ze swoimi kilkunastoma miasteczkami podręcznikowo oddaje charakter włoskiego zakwaterowania w całej swojej różnorodności. SkiHoliday sprawdziło trzy hotele, w trzech różnych miasteczkach: Folgaridzie, Pinzolo i Cogolo di Pejo. Zaczniemy od wersji "low budget" w hotelu Splendor, następnie hotel Corona, aż po elegancki Alpin Wellness Hotel Kristiania****+. W drogę!

Folgarida, Hotel Splendor***
Całkiem spory obiekt, wybudowany z pewnością kilkanaście (kilkadziesiąt?) lat temu. Jedno ze skrzydeł jest wyremontowane, drugie nie, więc przy rezerwacji warto poprosić o pokój w odświeżonej części (podczas naszego wyjazdu połowa naszej grupy została zakwaterowana w prawym, a połowa w lewym skrzydle, także mamy porównanie). Plusy? Po pierwsze: rewelacyjna lokalizacja, tuż przy gondoli w dolnej części Folgaridy (trzeba podejść do trasy około 50m, niecałe dwie minuty drogi). Po drugie: atrakcyjna cena – my za sześć noclegów w drugiej połowie marca, ze skipassem i wyżywieniem half board (śniadania + obiadokolacje) zapłaciliśmy ok. 1500 zł/os. Hotel oferuje ciekawe pakiety nocleg+skipass, warto skorzystać
Co do wyżywienia – jak za tą cenę było naprawdę przyzwoite. Na śniadanie ciepłe napoje, soki, mleko, kakao + bufet szwedzki all you can eat (jajka, wędliny, sery, świeże pieczywo, warzywa, lokalna oliwa z oliwek). Na obiadokolację (serwowana ok. godziny 20:00, więc warto coś przegryźć na stoku) do wyboru były zawsze dwa lub trzy dania z karty. Przystawka (często zupa lub tarta), danie główne, deser, a do tego bar sałatkowy i pieczywo do woli. Kuchnia tradycyjna, prosta i smaczna, bez specjalnego wyrafinowania. Jedną obiadokolację podczas tygodniowego pobytu, hotel przygotowuje w tradycyjnym trydenckim wydaniu (pyszne!). 
Po trzecie: przesympatyczna włoska obsługa hotelu tworząca miły klimat podczas posiłków i nie tylko. Jednego popołudnia zaskoczyli nas witając naszą grupę, schodzącą ze stoków ok. 16:00/17:00, grzanym winem serwowanym na tarasie słonecznym hotelu:) Mała rzecz, a fajnie zapadli nam w pamięć! Hotel ma również swoją maskotkę – papugę Philippo, naśladującą proste włoskie słowa! Warto dodać, że w hotelu, w jego dolnej części funkcjonuje włoski disco-bar. Idealnie dla wielbicieli apres-ski pełną gębą. Włoskie hity w odsłonie electro są  po prostu niezapomniane:) Co ważne, odgłosów Dream Pub'u, bo taka jest jego nazwa, absolutnie nie słychać w pokojach hotelowych. Minusy? Standard pokojów mógłby być wyższy, niektóre z nich nie zasługują na trzy gwiazdki (w starszej części "czwórki" mają jeszcze piętrowe, metalowe łóżka, przypominające nam czasy kolonii w podstawówce...). 

Pinzolo, Hotel Corona***
Droższa opcja niż hotel Splendor, ale to widać. Hotel z pewnością funkcjonuje około 10 lat, co w niektórych pokojach da się odczuć, ale jest bardzo zadbany: czysto schludnie i ładnie. Plusem w opcji z wyżywieniem half board są naprawdę bardzo dobre posiłki. Śniadania w formie obfitego bufetu z lokalnymi serami i wędlinami oraz obiadokolacje, podczas których co wieczór można było z krótkiej karty wybrać wspaniałe lokalne potrawy kuchni trydenckiej. Na przystawki królowały pasty, na danie główne mięsa (steki, sznycle). Lokalizacja – subiektywnie gorsza niż w Splendorze. Do stoku około 700 metrów, co daje ponad 5 minut spaceru, dla snowboardzistów dystans bez problemu, jednak narciarze wybierają skibusa. Warto dodać, że hotel dysponuje również własnym busem i kierowcą, z którym można omówić się na dowóz i odbiór ze stoków. Miło!

Cogolo di Pejo, Alpin Wellness Hotel Kristiania****+

Opcja exlusive, na szczególny wypad lub dla posiadaczy grubszych portfeli. Wspaniały, nowoczesny kompleks hotelowy, z wyśmienitą kuchnią, jeszcze bardziej wyśmienitą piwniczką win i zewnętrznymi basenami termalnymi, z których podziwiać możemy zaśnieżone szczyty. Hotel prowadzi MiniClub dla dzieciaków, które popołudniami mogą mile i ciekawie spędzić czas. Rodzice natomiast mogą oddać się zabiegom odnowy biologicznej, korzystając z szerokiej strefy wellness. Żyć, nie umierać!
fot. hotelkristiania.it
Podsumowując, miasteczka regionu Val di Sole oferują całe spektrum lokalizacji. Od cenowo przystępnej Folgaridy, ze swojskim hotelem Splendor, przez bardzo przyzwoity i aspirujący hotel Corona w Pinzolo, po ekskluzywne hotele&spa, takie jak Kristiania w Cogolo (więcej tego typu hoteli znajdziemy w luksusowej Madonnie di Campiglio). Wszystkie opisane miejscówki polecamy, oczywiście w zależności od typu wyjazdu (ekipa przyjaciół, wypad we dwoje, wyjazd rodzinny). W razie konkretnych pytań, piszcie pod kontakt@skiholidayblog.pl!  
_________________________________________________________________________________

Na zakończenie...

...jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz pomóc SkiHoliday rosnąć poprzez udostępnienie go znajomym na FB, czy G+ :-)

niedziela, 22 marca 2015

Val di Sole cz.2 – knajpy i après-ski we włoskim stylu

Zgodnie z obietnicą kontynuujemy naszą narciarską podróż do Val di Sole. Tydzień temu pisaliśmy o samym kurorcie, jego miejscowościach i skąpanych we włoskim słońcu trasach narciarskich (dla tych, którzy jeszcze nie czytali części 1, link tutaj), dzisiaj natomiast zaprosimy Was na przegląd kulinarny regionu. Będzie pysznie:)

Oferta gastronomiczna Val di Sole jest bardzo zróżnicowana, znajdziemy tutaj proste, ale doskonałe kulinarnie pizzerie i trattorie, jak również ekskluzywne restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelina – m.in. Il Gallo Cedrone w hotelu Bertelli i La Stube dell’ Hermitage (obie w Madonnie di Campiglio). W restauracjach króluje dziczyzna, tutejszy speck, sery wyrabiane przez lokalnych górali, pstrągi, dania z grzybami, desery z owocami leśnymi oraz sławne jabłka z Val di Non. A na stokach... tu znajdziemy cały wachlarz wspaniałych barów i ristorante z tarasami słonecznymi, które oferują kruche włoskie pizze, doskonałe makarony, focaccie, panini, piadiny... poniżej miejsca, które odwiedziliśmy.

knajpy w Madonnie di Campiglio


Naszym ulubionym miejscem na obowiązkową przerwę na stoku jest tutaj Jumper – pizzeria w przy dolnej stacji gondoli Passo Grosté. Świetna kuchnia w przystępnych cenach i przemiła atmosfera. Pizze na pysznym cienkim i chrupiącym spodzie, duży wybór dodatków, można również skomponować własną pizzę przy barze. Naszą ulubioną była Pizza Bambini – prosta margherita w kształcie serca – pyszna i w dodatku urocza:) Ciekawym odkryciem w Jumperze była pizza z ricottą, pesto i salami – polecamy!
Bardzo dobre recenzje otrzymał od nas również Bar Ristorante Montagnoli, na stacji pośredniej Monte Spinale, usytuowany na wysokości 1805 m n.p.m. To tutaj, za 5€ kupimy przepyszne włoskie panini (tłum. wł. "mały kawałek chleba"), czyli pszenne ciabatty na ciepło z różnymi dodatkami (w wersjach wegetariańskich oraz równie dobre z szynką parmeńską dla mięsożernych narciarzy i snowboardzistów). Na uwagę zasługuje tutaj gorąca czekolada  prawdziwa gęsta i esencjonalna, za 3,50 €.

Knajpy w Folgaridzie

Naszą ulubioną była sympatyczna Rosa Alpina  bar i włoskie ristorante w jednym  usytuowana po prawej stronie od gondoli wjeżdżającej na Malghet Aut (1885 m n.p.m.). Dobra lokalizacja plus przepiękny taras słoneczny z widokiem na leniwie pnący się na szczyt Monte Spolverino wyciąg krzesełkowy sprawiają, że można naprawdę się zrelaksować. Oprócz iście old-schoolowego klimatu wnętrz i zielono-żółtych retro leżaków, kulinarnie urzekły nas tutaj szczególnie piadiny (czyli włoskie pszenne placki a la naleśniki, podawane na ciepło z sosem i dowolnym farszem) w rozsądnej cenie 4,50 € oraz fantastyczna gorąca czekoladą z porządną górką słodkiej, bitej śmietany posypanej kakao za 2,9 € (we Francji zapłacilibyśmy za taką prawie dwa razy tyle...).
Knajpy w Marillevie

W Marillevie narty poniosły nas do knajpki Malga Panciana (1886 m n.p.m.), nieopodal wyciągu krzesełkowego jadącego na Monte Vigo. Klimat niczego sobie, cenowo nieco wyżej niż w Folgaridzie (bardzo smaczne sandwicze, czyli Buono Panini, w cenie 5 euro, a gorąca czekolada za 3,90 euro). Minusem była konieczność płacenia za leżaki na słonecznym tarasie – wynajem to koszt pięciu euro...  dobrze, że trafiliśmy na wolne stoliki:)

Sama kuchnia Val di Sole to włoska klasyka, której bazą są produkty lokalne. Tutejsze restauracje cenione są za przywiązanie do tradycji, dania regionalne i gościnność. Włosi z Trydentu doskonale potrafią wykorzystać swoje lokalne skarby. Jeśli będziecie mieli okazję, spróbujcie:
  • ser Trentingrana  ser z mleka krowiego, dojrzewający, twardy, ziarnisty, pikantny, produkowany bez konserwantów, tradycyjnymi metodami;
  • ser Asiago  krowi, niepasteryzowany ser żółty, lekko ostry, ma owocowy aromat;
  • miód z kasztana i rododendrona;
  • speck – solona, wędzona szynka z czosnkiem, liściem laurowym, jałowcem i pieprzem;
  • Trentino D.O.C. Nosiola  delikatne białe wino charakterystyczne dla regionu Val di Sole;
  • Trentino D.O.C. Vino Santo  białe wino, które produkuje się z dodatkiem suszonych winogron;
  • Marzemino Trentino  młode, czerwone, owocowe wino;
  • Teroldego Rotaliano  czerwone wino o intensywnym smaku, z nutami owoców leśnych, jedno z najlepszych w tym regionie;
  • Grappa – mocny alkohol (40 - 50 %) wytwarzany z wytłoczyn winogron, podawany w małych kieliszkach, jako digestif. Istnieją różne jej rodzaje: młoda, starzona, stara, bardzo stara, pachnąca, aromatyzowana, jednorodna ... jest co testować:)

Musimy przyznać, że uwielbiamy nasze przerwy regeneracyjne w stylu slow skiing, w których próbujemy smaków lokalnej kuchni. Te, podczas wiosennych wyjazdów do Włoch są wyjątkowo błogie i przyjemne: leżaki, piekące słońce, pyszne jedzenie i ceny do zniesienia. Po prostu dolce vita:)

P.S. Bardzo dziękujemy Paulinie i Łukaszowi S., którzy przywieźli nam nieocenione świeże wspomnienia i piękne zdjęcia z Val di Sole!

P.S.2. Za tydzień Val di Sole cz.3, czyli sprawdzone noclegi.
_________________________________________________________________________________

Na zakończenie...

...jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz pomóc SkiHoliday rosnąć poprzez udostępnienie go znajomym na FB, czy G+ :-)

środa, 18 marca 2015

Inicjatywa Share Week 2015

Dzisiejszy post trochę z innej beczki.

SkiHoliday wspiera i popiera inicjatywę bloga jestkultura.pl pod hasłem Share Week 2015, polegającą na subiektywnym wytypowaniu 3 blogów, które nas inspirują, które lubimy, od których się uczymy:) Czytamy również wiele innych, ale te "wyjątkowe" postanowiliśmy podzielić wg kategorii: ulubiony blog kulinarny, prozdrowotno-sportowy i blog ekonomiczny. Oto one: 

1. Makaronik & Stek 
Chyba nikogo nie zdziwimy  blog kulinarny, którego współautorką jest Martyna, jedna połówka SkiHoliday, a który sprawił że blogowanie stało się nieodłączną częścią dnia drugiej polówki SkiHoliday  Marty. Oprócz faktu wciągnięcia w pisanie, Makaronik & Stek dostarcza mnóstwo inspirujących przepisów kulinarnych, każdy z nich z szeroko opisanym backgroundem odżywczo-zdrowotnym. Można im zaufać!:)

2. Healthy Plan by Ann, blog Anny Lewandowskiej
Może i banał  ale jednak motywuje jak mało co/kto! Podziwiamy w Autorce zapał do zdrowego trybu życia i niezwykłą wytrwałość w wykonywaniu codziennych, rutynowych świczeń, dzięki!
3. Subiektywnie o finansach, blog Macieja Samcika
Pan Maciej w genialny, bo prosty i przystępny sposób przyswaja nam ciekawostki ze świata enonomii i finansów. Co więcej, często pomaga zwykłym finansowym śmiertelnikom stoczyć boje z korporacyjnym przeciwnikiem (banki, ubezpieczyciele). Ostatnio pomógł jednej z zimowych turystek, która uległa wypadkowi na nartach w Austrii odzyskać koszty leczenia za granicą (a był z tym spory kłopot, wspominaliśmy ten case w naszym styczniowym wpisie o ubezpieczeniach SKI). Panie Macieju, oby tak dalej:)

To tyle, więcej o samej inicjatywie Share Week TUTAJ

Miłego dnia!
_________________________________________________________________________________

Na zakończenie...

...jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz pomóc SkiHoliday rosnąć poprzez udostępnienie go znajomym na FB, czy G+ :-)

niedziela, 15 marca 2015

Dolina Słońca, czyli włoskie Val di Sole – cz.1

Nie trudno dociec etymologii nazwy Val di Sole  oczywiście pochodzi ona od słońca, a swój źródłosłów wyniosła jeszcze z języka celtyckiego... ciepłych promieni możemy tu doświadczyć na własnej skórze, gdyż na każdy miesiąc sezonu zimowego, przez trzy i pół tygodnia mamy (statystycznie rzecz ujmując) zagwarantowane słońce. A kiedy już pada śnieg, opady są bardzo obfite, w związku z czym nie musimy się przejmować, że białego puchu zabraknie. Mikroklimatowi sprzyja też położenie regionu: w samym środku północnych Włoch pomiędzy południowym Tyrolem, a turkusowymi brzegami malowniczego jeziora Garda. Dokładając do tego głównie południową ekspozycję stoków, Val di Sole jawi się jako istny raj dla osób uwielbiających szusować w promieniach słonecznych. 
Dolomickie masywy górskie otaczające Val di Sole, dzięki swoim poprzecznym procesom erozyjnym wyglądają naprawdę wyjątkowo. Najsłynniejsze z nich to Adamello-Presanella oraz Ortler-Cevedal, wspólnie tworzące jeden z najbardziej popularnych ośrodków narciarskich w Europie oraz częstą destynację naszych rodaków na zimowe wakacje. W porównaniu do najczęściej odwiedzanej przez nas Francji, do której podróż trwa nierzadko całą dobę (samo pokonanie francusko-szwajcarskich serpentyn w Alpach zajmuję około 5h), do włoskich szczytów Val di Sole dotrzemy w o połowę krótszym czasie. Podróż z Poznania samochodem zajmie nam około 13 godzin, z Warszawy około 16. Zwłaszcza gdy wybieramy się w trasę na własną rękę, te kilkanaście godzin robi różnicę, dlatego nie jesteśmy zdziwieni liczbą polskich narciarzy na stokach tego regionu. My również mamy z tego kurortu liczne wspomnienia, których nie sposób umieścić w jednym reportażu wpis o Val di Sole podzielimy więc na 3 części:

      1) Dzisiaj  ogólne informacje o kurorcie + trasy
      2) Za tydzień  Val di Sole kulinarnie, czyli knajpy i après ski
      3) Za dwa tygodnie  noclegi, czyli sprawdzone i godne polecenia hotele i pensjonaty regionu

Mamy nadzieję, że możemy liczyć na Waszą cierpliwość:) Dzięki temu na pewno precyzyjnie i w całej okazałości opiszemy włoską Dolinę Słońca, zaczynamy podróż!
Obszar narciarski Val di Sole

Region Val di Sole składa się z aż 14 mniejszych miejscowości, z których tymi najbardziej popularnymi są: Marilleva, Folgarida, Tonale, Mezanna, Andalo oraz słynąca ze swojej długoletniej sportowej tradycji Madonna di Campiglio (to tam w XIX wieku narciarstwu oddawali się cesarzowa autriacka Sissi wraz ze swoim koronowanym małżonkiem – arcyksięciem Franciszkiem Józefem!). Już w latach siedemdziesiątych miejscowości te postanowiły połączyć siły przy tworzeniu tego imponującego rejonu narciarskiego. W początkowych latach wspólny karnet miał swoje niedociągnięcia (np. nie był ważny w niedzielę, a z Tonale nie było możliwości przejechania na nartach do Madonny przez Marillevę), jednak przełom rozmów, który nastąpił pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku zaowocował powstaniem Stowarzyszenia SKIRAMA Dolomiti. Dzięki niemu obszar Val di Sole może się pochwalić niebagatelną liczbą ponad 380 km nartostrad. Z pewnością każdy  znajdzie tu optymalne dla siebie zjazdy, tym bardziej że Włosi zaplanowali je w układzie 30/50/20. 30% łatwych niebieskich i szerokich tras, 40% średnio-trudnych i trudnych czerwonych oraz 20% trudnych czarnych zjazdów. Przy czym nie możemy oprzeć się wrażeniu, że włoskie "czarne" są bardziej strome niż te francuskie...ale to być może subiektywnie odczucie.
Niemal pewna pogoda i warunki śniegowe od listopada do końca kwietnia w połączeniu z nowoczesną infrastrukturą i dużą ilością świetnie przygotowanych nartostrad (subiektywnie stwierdzamy, że Włosi przykładają się przygotowania tras bardziej niż Francuzi...) sprawia, że region ten co roku odwiedzany jest przez setki tysięcy turystów i uważany jest za najpopularniejszy włoski kurort narciarsko-snowboardowy. Wśród nich jest naprawdę okazała grupa naszych rodaków. Podczas polskich ferii większość autokarów i samochodów osobowych ma polskie tablice, w gondolach i w knajpach słychać nasz język oraz rodzime hity muzyczne...niby sympatycznie, ale  przecież jedziemy do Italii poczuć trochę włoskiego klimatu!
Nasze ulubione trasy

Gdzie jeździło nam się najlepiej? Odpowiedź nie jest prosta, ale chyba najmocniej nasze serce skradła przełęcz Passo Grosté z południowo wyeksponowanymi stokami na wysokości maksymalnej 2443 m n.p.m. Ci najbardziej wymagający sportowi turyści na pewno docenią strome czarne trasy Madonny di Campiglio wyznaczone z wierzchołka Monte Spinale, tam poziom adrenaliny z pewnością podniesie Wam zjazd słynną "25-tką", czyli tzw. Spinale Direttissima, o ponad pięćsetmetrowej różnicy poziomów i kącie nachylenia dochodzącym do 65%! Atrakcyjną trasą dla lubiących prędkość będzie z kolei Cinque Laghi. Najszybsi członkowie naszego wyjazdu bili tutaj swoje rekordy osiągając prędkość maksymalną ponad 120 km/h ...
Będąc w Val di Sole wiosną warto dobrze rozplanować zjazdy. Rożnica poziomów całego kurortu wynosi ponad 2 tysiące metrów (od 909 do 3016 m n.p.m.) w związku z tym od rana sugerujemy jeździć w jej niższych warstwach, stopniowo przenosząc się ku wyższym szczytom. My popołudniami unikaliśmy już "rozpuszczonych" w słońcu tras Folgaridy (w której mieszkaliśmy) położonej na ok. 1400 m n.p.m. Tuż po przerwie w samo południe ruszaliśmy w kierunku Grosté. Pamiętając oczywiście żeby odpowiednio wcześnie zacząć odwrót (dojazd na nartach to około 45 minut, wyciągi zamykają ok. 16/16:30).
Carabinieri i narciarskie mandaty

Szusując po świetnie przygotowanych trasach skąpanego w słońcu Val di Sole czasami możemy się zapomnieć i popędzić w dół stoku z naprawdę sporą prędkością, do tego beztrosko ścigając się z przyjaciółmi. Pamiętajmy jednak, że tego typu zjazd Włosi mogą uznać za niebezpieczny i brawurowy, a patrolujący stoki śnieżni Carabinieri mogą nam wlepić autentyczny "mandat za prędkość" i określić go jako karę za powodowanie niebezpieczeństwa na stoku. Jeden z naszych przyjaciół za takie wyczyny otrzymał pamiątkę w postaci 120 euro, płatnych na miejscu u Pana Carabinieri. To z autopsji. Obiły nam się o uszy również nierzadko wlepiane kary za jazdę poza wyznaczonymi trasami (100 euro) lub za jazdę dzieci do lat 14 bez kasku (kara dla opiekuna 150 euro). Włosi dbają o stoki i narciarzy w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie demonizujmy oczywiście włoskich oficerów, ograniczeń prędkości jako takich nie ma i pewnie nie będzie  grunt żeby po stokach (nie tylko tych w Val di Sole) jeździć bezpiecznie, z głową w kasku i w taki sposób, żeby inni sportowi turyści nie czuli się zagrożeni.
Podsumowując, Dolina Słońca jest fantastyczna dla wszystkich szukających świetnie przygotowanych, przemyślanych i różnorodnych tras zjazdowych, lubiących jazdę w promieniach słonecznych i uwielbiających wyjątkowe dolomickie krajobrazy. A wszystko to za rozsądną cenę i bez zbędnego wysiłku w dojeździe. Odnajdą się tu doskonale również Ci narciarze, którzy w zimowym wyjeździe do Italii poszukują doznań kulinarno-relaksacyjnych... ale o włoskim stylu slow-skiing za tydzień!:)
_________________________________________________________________________________

Na zakończenie...

...jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz pomóc SkiHoliday rosnąć poprzez udostępnienie go znajomym na FB, czy G+ :-)

niedziela, 8 marca 2015

Moda na stoku i "slow skiing" na Dzień Kobiet

Dzisiaj Dzień Kobiet!

Specjalnie z tej okazji SkiHoliday-blog postanowił stworzyć dedykowany wpis o tym, na co przeważnie tylko płeć piękna zwraca uwagę podczas wyjazdów SKI/SNB  moda na stoku. Podczas poszukiwań materiałów i robienia tzw. "researchu" potwierdziło się, jak znaczący jest ten aspekt zimowego urlopu dla wielu narciarskich turystów i turystek. A ich liczba stale rośnie! Okazało się nawet, że dla niektórych część sportowa wyjazdu traci na znaczeniu na rzecz aspektu fashion... tego nie popieramy! Zapraszamy jednak na przegląd rosnącego w siłę luksusowego modowego biznesu na stokach narciarskich... gwarantujemy, że zainteresujemy nawet tych, którzy stronią od tego typu przyziemnych kwestii... Zaczynamy!

Lata '50-te, '60-te, '70-te

Pół wieku temu narciarstwo wyglądało inaczej. Dosłownie. Sport ten zarezerwowany był dla niewielkiego ułamka zamożniejszych mieszkańców głównie zachodniej Europy, którzy na ubiór i przyjemności okołonarciarskie zwracali sporą uwagę. Królowały eleganckie czernie, biele i pastele, piankowe legginsy narciarskie, krótkie dopasowane kurtki i okulary przeciwsłoneczne zamiast obszernych narciarskich gogli.
Lata '60, Robert Redfort wypoczywa na stoku z przyjaciółką (fot. flavorwire.com)
Wydaję nam się, że ten trend początków turystyki zimowej, któremu parafrazując modny teraz termin slow food, przyświecał "slow skiing" powoli wraca do łask. Wówczas wyjazdy narciarskie to rekreacyjna, wczasowa jazda, wygrzewanie się w słońcu na tarasach alpejskich knajp, popijanie grzańców, pozowanie do zdjęć w eleganckich okularach przeciwsłonecznych, dopasowane pięknie skrojone stroje, gwiazdy Hollywood i sceny politycznej  narciarskie lata '50-te i '60-te to istna turystyka celebrytów!
Lata '70-te, na stoku Brigitte Bardott (fot. selvegeyard.com)

Audrey Hepburn w kreacji Valentino, Megeve w Alpach Francuskich, fot. telegaph.co.uk
Wspaniale ogląda się narciarskie fotografie sprzed pół wieku – emanuje z nich relaks, wypoczynek i spokój ducha, zupełnie nie to co na naszych zdjęciach z wyjazdów, gdzie widimy niesamowitą energię, radość i adrenalinę.

Lata '80-te i '90-te, czyli taka moda już nie wróci!

fot. complex.com/style
Pierwszy modowy narciarski przewrót nastąpił w latach osiemdziesiątych. Przeglądanie fotografii, które pojawią się po wpisaniu w przeglądarkę internetową hasła: "ski fashion in the 80s" to kawał dobrej narciarskiej rozrywki. Ortalionowe, jednoczęściowe kombinezony, neonowe kolory, stylowe opaski chroniące uszy przed zimnem, zero kasków i narciarze z wąsem. Tylko narciarze. Snowboard jako taki w latach osiemdziesiątych dopiero budził się do życia, więc nie znajdziemy na zdjęciach z tamtych lat opasłych, freeride'owych kurtek i spodni. Grunt to wygoda i full-kolor. U nas największe uśmiechy wzbudzają obcisłe, piankowe spodnie narciarskie dla Panów! W XXI wieku możemy je oglądać wyłącznie na zawodach Pucharu Świata w zjeździe alpejczyków... a szkoda, musicie przyznać, że prezentują się wybornie!:)
fot. BENJAMIN AUGER/PARIS MATCH/GETTY IMAGES
Lata 2000+, czyli najwięksi projektanci dla narciarstwa

W XXI wieku narciarski biznes modowy wyczuli również najwięksi projektanci, którzy przez ortalionowe lata osiemdziesiąte raczej nie aktywizowali swoich działań w tym zakresie, a już na pewno nie proponowali strojów i sprzętów dla mas. Aż tu nagle boom! Domy mody pokroju Chanel, Lacroix, Yves Saint Laurent, Valentino, Hermès – wszystkie zaczęły wychodzić z narciarskimi propozycjami prêt-à-porter. Najdalej idzie Chanel, który swoją marką sygnuje już sam sprzęt – narty carvingowe, freeride'we oraz deski snowboardowe (również w wersji dziecięcej).
Chanel kolekcja SKI 2015,  fot. pinterest.com

Ski-moda na stałe weszła w kanon i jest konsekwentnie prezentowana na corocznych pokazach mody. W ubiegłym roku we francuskiej stolicy narciarskiego stylu i luksusu Courchevel odbył się pokaz kolekcji m.in. takich marek, jak Bogner, Fusalp, Vuarnet, na którym gościły światowej sławy gwiazdy show-biznesu. Chyba nie ma lepszego miejsca w Europie na tego typu event  Courchevel obfituje w luksusowe butiki znanych, prestiżowych marek, tutaj nawet gondole ozdobione bywają zdjęciami i logiem Chanel! Kolejny Courchevel Fashion Week odbędzie się już za tydzień, od 15-go do 21-go marca! Jeżeli ktoś wybiera się w tym czasie do Trzech Dolin, to koniecznie chociaż na moment oddajcie się modowemu szaleństwu w sercu Alp (no i liczymy na Wasze relacje)!
 fot. experienceluxury.co/chanel-pops-courchevel

Innym ważnym modowym wydarzeniem jest Aspen International Fashion Week, gdzie obok designu bardzo ważne są również innowacje. Marki z bogatym doświadczeniem i renomą, takie jak Dennis Basso, Helly Hansen, Columbia prezentują tutaj swoje kolekcje, które zadowolą nawet najbardziej wymagających narciarzy i snowboardzistów. W przeciwieństwie do pokazów w Courchevel, gdzie liczy się przede wszystkim ekstrawagancki i oryginalny wygląd (to w końcu Francja!), marki prezentujące się w Aspen dbają o jak najlepsze przystosowanie odzieży do wymagających górskich warunków, co absolutnie nie oznacza jednak, że design nie ma tu większego znaczenia...

http://aspenintlfashionweek.com/sites/default/files/Columbia%20Photo%20Credit%20Sarah%20Perkins%20%2821%29.jpghttp://aspenintlfashionweek.com/sites/default/files/FW%20Trends%20Photo%20Credit%20Sarah%20Perkins%20%2820%29.jpg
fot. http://aspenintlfashionweek.com/home

Piękne stroje przyciągają naszą uwagę i stanowią przyjemny temat do dyskusji podczas przerw na stoku. Jednak w żaden sposób nie konkurują z widokiem świeżo wyratrakowanego stoku skąpanego w porannym słońcu. Nieważne przecież w czym i na czym, liczy się przede wszystkim przyjemność z jazdy.

_________________________________________________________________________________

Na zakończenie...

...jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz pomóc SkiHoliday rosnąć poprzez udostępnienie go znajomym na FB, czy G+ :-)