piątek, 30 stycznia 2015

Ubezpieczenie SKI – niezbędnik narciarza

Jeśli nie macie zbędnych kilkudziesięciu tysięcy EURO na koncie, dobrze radzimy zaopatrzyć się w porządne ubezpieczenie SKI. Ubiegłoroczny polski rekordzista za leczenie złamanej na stoku nogi otrzymał rachunek z francuskiego szpitala opiewający na... 140 tysięcy euro. 

Ubezpieczenie to absolutna konieczność, wydatek około 50-100 zł przed wyjazdem może nas uchronić przed gigantycznymi kosztami (odpukać!) poważnej kontuzji odniesionej na górskim stoku. Narciarstwo/snowboard wiążą się z podwyższonym ryzykiem różnego rodzaju urazów, czy wypadków. Przyczyn konieczności skorzystania z ubezpieczenia jest mnóstwo: niewłaściwe przygotowanie fizyczne do zjazdów, brawurowa jazda, roztargnienie osób siadających na środku stoku, czy też zwykły pech... Jedno jest pewne – jeśli musimy skorzystać z pomocy medycznej będzie to sporo kosztować. I lepiej żeby te koszty wziął na siebie nasz ubezpieczyciel.

Zdarzyło nam się (niestety) korzystać z francuskiej służby medycznej w tym sezonie, jak i w kilku poprzednich, więc możemy podać kilka aktualnych cen i podzielić się przydatnymi informacjami na temat wyboru i sposobu korzystania z ubezpieczenia.  

(fot.: erv.co.uk)
Na co zwrócić uwagę wybierając ubezpieczenie SKI?

Ubezpieczenie SKI powinno zawierać OC, NNW, pokrycie kosztów akcji ratowniczej/poszukiwawczej z udziałem helikoptera, transport medyczny poszkodowanego wraz z osobą towarzyszącą do kraju. Kolejną kwestią jest suma ubezpieczenia. Koszty pomocy medycznej za granicą są bardzo wysokie. Za zwiezienie poszkodowanego toboganem ze stoku zapłacimy we Francji ok. 450 EUR, a helikopterem 7 000 EUR, tyle samo zapłacimy za transport karetką do kraju, transport medyczny z "przychodni narciarskiej" do najbliższego szpitala to koszt ok. 200 EUR, zastrzyk z morfiny kosztuje ok. 36 EUR, dodajmy do tego koszt badania RTG, koszty ewentualnej operacji i pobytu w szpitalu ... Robi nam się z tego całkiem pokaźna sumka.
Sugerujemy wykupić ubezpieczenie pokrywające koszty leczenia do 80 000 zł i koszty ratownictwa górskiego na co najmniej 40 000 zł (nasze ostatnie ubezpieczenie PZU SKI kosztowało nas dodatkowo 55 zł i obejmowało:
  • ubezpieczenie 6 dniowe na czas jazdy na nartach; 
  • Koszty Leczenia (KL) z amatorskim uprawianiem narciarstwa i snowboardu - 80 000 PLN;
  • Koszty Ratownictwa górskiego (KR) –  50 000 PLN;
  • Odpowiedzialność Cywilna na osobie i rzeczy – 10 0000 PLN (wykorzystywane, gdy podczas wypadku ucierpi osoba na którą wjechaliśmy czy np. jej telefon lub droga kurtka ... może ona zwrócić się do nas z roszczeniem zwrotu kosztów naprawy lub poniesienia kosztów zakupu nowego sprzętu. Wówczas koszt ten pokrywamy z OC).

Co oczywiste, ale warto o tym wspomnieć –  standardowe ubezpieczenia SKI "działają" wyłącznie na wyznaczonych trasach zjazdowych (u niektórych ubezpieczycieli istnieje opcja wykupienia polisy obowiązującej również off piste) oraz tylko wówczas gdy nie jesteśmy pod wpływem napojów wyskokowych (z własnego doświadczenia wiemy –  Francuzi czasami na początku podsuwają alkomat, a dopiero później przystępują do diagnozy kontuzji ...).

Pamiętajmy zatem, żeby dokładnie przeczytać, albo wypytać ubezpieczyciela o warunki naszej polisy. Oprócz jej sumy, sprawdźmy również kontuzje, które wchodzą w jej zakres (złamania, skręcenia, naderwania, zerwania więzadeł itd.) oraz to, czy proponowanym OC, roszczenia zgłaszane przez kraj poszkodowanego, w przypadku gdy np. potrąciliśmy Autriaka, to Austria zgłasza się do nas o pokrycie kosztów leczenia, odpowiedzialność cywilną sprawcy (czyli nas) będą kształtować przepisy wyłącznie tego drugiego kraju, kraju poszkodowanego... Ostatnio szeroko opisywany był przypadek, w którym to pewien ubezpieczyciel działający w Polsce odmówił pokrycia kosztów leczenia z polisy OC sprawcy, ponieważ zwrotu środków zarządał tamtejszy (zagraniczny) odpowiednik NFZ, a nie prywatna klinika (wobec tego nasz ubezpieczyciel uznał roszczenie za "publiczne", a nie "cywilnoprawne", a takie musiało być wg zapisów jego regulacji o ubezpieczeniu OC...).

źródło: oprac. własne na podstawie doświadczeń i art.: "Karta EKUZ nie zapewnia pełnego bezpieczeństwa na stoku", Dziennik Gazeta Prawna nr 9/2015

 Wypadek na stoku, co dalej?

Stało się, zaliczyliśmy spektakularny upadek i czujemy że z naszą nogą/ręką/szyją jest coś nie tak ... Posiadając ubezpieczenie SKI nie ma co wmawiać sobie, że ból przejdzie. Tym bardziej, że w pierwszej chwili po wypadku adrenalina pozwala nam lepiej znosić kontuzję/złamanie. Z czasem może być tylko gorzej, chcąc więc nie pogłębić urazu lub upewnić się czy wszystko jest w porządku udajmy się (osobiście lub poprośmy przyjaciół, czy też innych narciarzy, z pewnością pomogą) do punktu medycznego na stoku, lub do najbliższego wyciągu (obsługa zawsze ma możliwość ściągnięcia pomocy). Zaraz po poinformowaniu Pistersów (obsługa stoku) dzwonimy do naszego ubezpieczyciela. Podajemy telefonicznie numer polisy SKI oraz przedstawiamy sytuację: gdzie jesteśmy i jakiego urazu doznaliśmy (numer telefonu ubezpieczyciela oraz numer polisy powinniśmy mieć przy sobie każdego dnia zjazdów, najczęściej dostajemy je w postaci praktycznej wizytówki). Ratownicy na stoku po powierzchownych oględzinach zwiozą nas do najbliższego punktu medycznego.

Niestety procedury formalne z ubezpieczycielem via telefon mogą być uciążliwe, ale musimy uzbroić się w cierpliwość. Polski ubezpieczyciel zazwyczaj zna większość klinik medycznych w popularnych górskich kurortach, nie ma więc problemu z wymianą faxów. Niestety maile jeszcze nie weszły w powszechne użycie, a faxy na złość często się przegrzewają ... procedura potrafi więc trwać 1-2 godziny. Jeśli potwierdzenie od ubezpieczyciela nie dociera do kliniki zbyt długo, radzimy sprawdzić, czy osoba wysyłająca fax posługuje się właściwym nr telefonu ... Podczas oczekiwania na kontakt na linii polski ubezpieczyciel-górska klinika medyczna najczęściej robione jest nam RTG i stawiana wstępna diagnoza kontuzji. Po szczęśliwym potwierdzeniu faktu posiadania ubezpieczenia od wypadków na stoku, lekarze przystępują do dalszych czynności (operacja/decyzja o transporcie medycznym do kraju itp.) - wszystko powinno się odbyć bezgotówkowo. Jeśli jednak musimy za coś zapłacić (np. za leki kupione w aptece z polecenia lekarza, zastrzyk morfiny, taksówkę, która dowiezie nas do apartamentu po wizycie w klinice), pamiętajmy aby zachować wszystkie recepty i rachunki.

Po powrocie do domu, wysyłamy wszystkie rachunki do ubezpieczyciela, a on zazwyczaj w ciągu 30 dni roboczych jest zobowiązany do zwrócenia wydanej kwoty. Pozostaje jeszcze kwestia odszkodowania. Po zakończonym leczeniu (ale nie wcześniej niż przed upływem 3 miesięcy od wypadku) wysyłamy całą dokumentację dotyczącą leczenia wraz z opisem aktualnego stanu zdrowia  do ubezpieczyciela i uruchamiamy procedurę odszkodowawczą.
Zwrotu kosztów poniesionych za granicą (za leki, taksówkę) możemy domagać się tylko u jednego ubezpieczyciela, natomiast wniosek o wypłacenie odszkodowania składamy u wszystkich ubezpieczycieli, u których mamy otwarte polisy (np. jeden wniosek w ramach ubezpieczenia SKI i drugi w ramach ubezpieczenia grupowego opłacanego w pracy).

Co z kartą EKUZ?

Warto wyrobić sobie kartę EKUZ, jako "dokument" potwierdzający wykupione ubezpieczenie zdrowotne w kraju członkowskim UE. Pamiętajmy jednak, że karta EKUZ pokrywa jedynie podstawowe leczenie medyczne, które w postaci refundacji otrzymalibyśmy w Polsce (koszty pokrywa NFZ), w jego skład nie wchodzą: pomoc ratowników na stoku, zwiezienie ze stoku do punktu medycznego, transportu do kraju dla poszkodowanego oraz opiekuna. Z doświadczenia wiemy, że po wypadku na stoku kliniki medyczne wymagają do podjęcia bezgotówkowego leczenia numeru polisy osobnego ubezpieczenia SKI.
_________________________________________________________________________________

Na zakończenie...

...jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz pomóc SkiHoliday rosnąć poprzez udostępnienie go znajomym na FB, czy G+ :-)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza